Tusz do rzęs L’Oréal False Lash Wings Sculpt

Hej! Nie wiem jak wy, ale ja jestem bardzo wybredna jeśli chodzi o tusze do rzęs. Bardzo lubię, gdy moje rzęsy są ładnie pogrubione, podkręcone no i oczywiście długie. Przykuwam ogromną uwagę do tego jak wyglądają moje rzęsy, lubię gdy mój wzrok przyciąga rozmówcę. Uważam, że piękne rzęsy stanowią klucz do sukcesu w tej kwestii. Jednocześnie obawiam się pójść do kosmetyczki, na przedłużenie i zagęszczenie rzęs. Wobec tego moje poszukiwania tuszu idealnego nie mają końca. Dziś zapraszam na recenzję tuszu L’Oréal False Lash Wings Sculpt.



Do tej pory używałam nieustannie normalnej wersji tuszu, czyli L’Oréal False Lash Wings. Nie ukrywam, że byłam z niego bardzo zadowolona. Dlaczego więc postanowiłam sięgnąć po coś innego? 
Chyba to była  zwyczajna chęć testowania nowych produktów. Długo przeglądam różne tusze, aż natknęłam się na tą wersję od L’Oréal. Nie ukrywam, że opis tego produktu zachęcił mnie do zakupu. Co obiecuje nam producent? Tusz ma nie pozostawiać grudek, pozostawiać rzęsy pogrubione i wydłużona, rozdzielić każdą rzęsę, optycznie powiększając oko. Szczoteczka ma nam ułatwić dotarcie do rzęs w kącikach oczu oraz unosić je u nasady i zwiększać ich objętość. Można by pomyśleć, że tusz idealny, jednak czy naprawdę tak jest?
Zacznijmy jednak od początku. Ja swój produkt kupiłam w drogerii internetowej. Zapłaciłam za niego ok. 33 zł. Opakowanie niczym się nie różni od swojego poprzednika, poza tym, że w wersji Sculpt rączka do szczoteczki ma kolor fioletowy. Po otwarciu tuszu, nie byłam jakoś bardzo zaskoczona. Szczoteczka taka jakiej się spodziewałam, posiadająca dwa rzędy grzebyków silikonowych. Malutka, ale ja takie lubię, przynajmniej nie brudzę sobie tuszem całego oka. Więc za szczoteczkę ogromny plus. Jeśli ktoś ma problem z tym, że podczas aplikowania tuszu brudzi sobie przy okazji okolice oczu, myślę że z tej szczoteczki byłby zadowolony. Ja jestem jak najbardziej.


Pierwsze co również rzuca się w oczy, to ogromna ilość tuszu na szczoteczce. To oczywiście normalne, jeśli tusz jest nowy. Zazwyczaj  z biegiem czasu nabiera się go mniej. Tak jest też w tym przypadku , jednak jak dla mnie nadal trochę za dużo. Jest to wada, ponieważ nie usuwając nadmiaru tuszu zrobimy sobie placki z rzęs(sprawdzałam :P ). 
Przed użyciem więc staram się wyciągając szczoteczkę z opakowania jakoś delikatnie wytrzeć nadmiar tego tuszu.
Produkt daje bardzo ładny efekt. Faktycznie z łatwością dostajemy się do rzęs w kąciku oka. Co jest ogromnym plusem, zawsze miałam z tym problem gdy produkt zawierał ogromną szczoteczkę.  Tusz nie zostawia na naszych rzęsach grudek. Przy dokładnym użyciu nasze rzęsy są pogrubione, wydłużone oraz bardzo ładnie rozdzielone. Po całym dniu nie kruszy się, nasze oko cały czas jest ładnie podkreślone, dzięki pięknym rzęsom. Poza pozbywaniem się nadmiaru tuszu ze szczoteczki, jest bardzo wygodny w użyciu.


Powiem szczerze, że po testowaniu wielu produktów ten jest jednym z najlepszych, o ile nie najlepszy. Nie ukrywam, usuwanie nadmiaru tuszu nie jest niczym przyjemnym, aczkolwiek dla efektu jaki uzyskujemy na rzęsach warto to przetrwać. Jest to mój zdecydowany ulubieniec. A Ty jakiego tuszu używasz? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wybierając opcję WYŚLIJ wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez www.szmaratka.pl danych osobowych zawartych w powyższym formularzu, w celu otrzymania odpowiedzi na wysłaną wiadomość. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w Polityce prywatności

Copyright © 2014 Szmaratka - nie tylko kosmetycznie , Blogger